
Ostatnio ukazało się opasłe tomisko (765 stron), autorstwa Ryszarda Pajury, z podtytułem „Druga wojna światowa w Dębicy i powiecie dębickim”. Temat konspiracji okresu okupacji na terenach obecnych powiatów Dębickiego i Ropczycko-Sędziszowskiego jest już obszernie opisany i udokumentowany, także mamy wiele opisów „zagłady Żydów na tym terenie”. Jednak sięgnąłem po tą lekturę, by przeżyć niemałe rozczarowanie. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, co to ma być?. Jakieś luźne dywagacje autora, ale w kontekście znanych osób i opisanych tragedii i wydarzeń politycznych, także tych miary światowej. Wszystko to często pomieszane, z rożnymi przeinaczeniami i błędami, ale dość konsekwentnie podporządkowane tezie: Polacy mieli znaczący udział w holokauście, a wątek w tej księdze symbolizuje Wilhelm Jaki. Bo nie tylko mamy tu rozdział:” Wilhelma Jakiego polowanie na Żydów”, ale jeszcze w 23 innych miejscach posłużono się tym nazwiskiem, w tym samym kontekście. A kim to był W. Jaki, ten wg. R. Pajury „patologiczny antysemita”. Wilhelm był synem legionisty, po maturze we Lwowie, ukończeniu szkolenia ppor rezerwy. Od roku 1937 w policji, w roku 1939 w Warszawie. W pierwszym okresie okupacji w Warszawie kontynuując służbę w policji został zaprzysiężony w konspiracji, i służbowo przeniesiony do Dębicy. Tutaj nadzorował prace „posterunku policji” w Wielopolu Skrz. Jednocześnie jeden najcenniejszych „konspiratorów AK”, pseudonim „Korab”, który w sierpniu 1944 przechodzi wraz z bronią i pozostałymi „policjantami zaprzysiężonymi w AK” na Kałużowkę. Tam uczestniczy w walkach jakie tu się toczyły, często wskazuje się, że to on kierował toczącą się walką. „Korab” bardzo wysoko ceniony przez dowódctwo konspiracji na tym terenie, Adama Lazarowicza, Ludwika Marszałka, Karola Chmiela. Po wojnie aresztowany przez UB, skazany na karę śmierci, ostatecznie zamienioną na dożywocie. Wyszedł z więzienia na wskutek starań rodziny, po 18 latach ze zmarnowanym zdrowiem, zmarł w Ropczycach na serce. Tenże człowiek tak zasłużony dla konspiracji AK, który przeszedł najcięższe UB-ckie śledztwo, przesiedział w więzieniu wiele lat, tu zostaje przedstawiony jako patologiczny antysemita, zgodnie z niemiecką tezą, że AK to byli antysemici, oraz propagandą z czasów PRL-u, że granatowi policjanci (przedwojenni), no to faszyści. Takich starych tez, będących powieleniem materiałów propagandowych z czasów PRL-u, tu znajdziemy prawie w każdym rozdziale. Całość mogę podsumować, że to jest dobry przykład tego, jak nie należy pisać książek, które z założenia czerpią z historii i dotyczą ludzi którzy ją tworzyli.
Stanisław Wójciak